Czy jesteś tolerancyjny?

Opolski teatr włącza się w dyskusję o tolerancji. „Czarna skóra, białe maski” to ostatnia premiera na scenie Kochanowskiego przed rozpoczęciem remontu. Reżyser spektaklu Wiktor Bagiński zadaje w nim pytania: jak rozumiemy inność? Czy nam przeszkadza? Czy jesteśmy rasistami?

Wiktor Bagiński, student Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie na Wydziale Reżyserii Dramatu, laureat III edycji konkursu Modelatornia, organizowanego przez Teatr im. Jana Kochanowskiego, w swoim projekcie opowiada o korzeniach polskiej … czarności. W którym wieku miał miejsce pierwszy polsko-afrykański ślub? W jakim celu do Polski sprowadzano czarnoskórych niewolników? I w końcu, czy w naszym społeczeństwie określenie „czarny Polak” ma szansę na występowanie poza ramami kategorii pewnej anomalii? Premiera na opolskiej scenie dramatycznej już 8 listopada.

Strach, agresja, ciekawość? Co nami kieruje?

Reżyser, choć urodził się we Wrocławiu i całe życie mieszka w Polsce, swoje korzenie ma też w Nigerii, skąd pochodzi jego ojciec. Mama jest natomiast Polką. – Jako osoba czarnoskóra urodzona w Polsce doświadczyłem rasizmu. Byłem pobity, ale to nie było najbardziej przykrym doświadczeniem. Jak miałem dwanaście lat, ktoś napisał pod moim blokiem obraźliwy rasistowski napis. Mijałem go każdego dnia idąc do szkoły. Także tu, w Opolu, byłem, jako jedyny z towarzystwa, wylegitymowany na dworcu. W Krakowie zostałem opluty i kazano mi „uciekać do Afryki”. Według mnie nie ma jednego obrazu rasizmu, rysują go różne doświadczenia. To przemoc fizyczna, słowna, systemowa – wyjaśnia Wiktor Bagiński. Mimo tych przykrych doświadczeń, nie uważa, że Polska jest krajem rasistowskim. Nie miała kolonii, nie była krajem imperialistycznym. Pojawiają się natomiast jednostkowe przejawy przemocy, ale z każdym rokiem w Polsce jest coraz więcej osób z odmiennym kolorem skóry. Już teraz około pół miliona. – Ta sztuka to pewna terapia. Widz będzie mógł odpowiedzieć na pytanie:  jak ja praktykuję pewne rzeczy nieświadomie związane z rasizmem? Każdy powinien sobie na to pytanie odpowiedzieć – mówi reżyser. Karol Kossakowski, autor muzyki do spektaklu i jednocześnie występujący w sztuce aktor przyznaje, że czasem niewinny żart to niejako przejaw „rasizmu z szuflady”. – Kto zna kogoś „czarnego”? Jesteśmy sami biali w towarzystwie, przecież nikt się nie obrazi. Traktujemy taki żart jako z pozoru zwyczajną anegdotkę, a nie rasizm – mówi.

Historycznie i osobiście

Zamysłem autorów sztuki nie jest, aby rzeczywistość spektaklu była „pokolorowana”. Tu kontekst historyczny przeplata się z osobistymi doświadczeniami czarnoskórych aktorów. Spektakl zawiera w sobie niejako dwie części. Pierwsza mówi o nieznanych powszechnie faktach. Nie każdy z nas wie, że osoby czarnoskóre pojawiły się na polskich dworach już w XVI i XVII wieku. Ich status był nieco inny niż czarnoskórych niewolników w Stanach, Wielkiej Brytanii czy Francji. W 1632 roku odbył się w Krakowie pierwszy ślub czarnoskórego mężczyzny i Polki. – Nie jest to powszechna wiedza. W Polsce czarnoskórzy mieli status „dekoracyjny”, byli pewnego rodzaju „ciekawostką”, urozmaiceniem. Ich zadaniem było np. wyłącznie odpalanie fajki swojemu właścicielowi – wyjaśnia reżyser. – Mówimy także m.in. o systemie zdobywania obywatelstwa przez kogoś, kto mieszka w Polsce kilkanaście lat i o absurdach tego procesu. Budujemy kontekst historyczny, po to aby pokazać, jak sytuacja takich osób wygląda obecnie – dodaje Wiktor Bagiński. Jak wyjaśnia, tytuł „Czarna skóra, białe maski” nawiązuje do tekstu Frantza Fanona, francuskiego psychiatry, filozofa, niezwykle ważnego dla czarnoskórych Europejczyków. – Ten dość skomplikowany tekst był i jest dla osób czarnoskórych bardzo motywujący. Daje siłę i pozwala budować podmiotowość – mówi autor spektaklu.

W spektaklu gościnnie  gra Sibonisiwe Ndlovu – Sucharska. – Mówimy o rzeczach, które się nam zdarzyły. Po jakimś czasie możemy się z nich śmiać, lecz wtedy były ogromne emocje, starach, niewiedza. Odtwarzanie tego nie jest też łatwe. Studiowałam w Polsce, a od sześciu lat udzielam się w teatrze, nie jestem zawodową aktorką. Z Wiktorem pracuję już drugi raz.  Moja obecność na scenie musi być zawsze uzasadniona, wyjaśniona. Do tej pory wszystkie role, które dostawałam, były związane z moim kolorem skóry, dlatego też nie zdecydowałam się na szkołę aktorską – przyznaje.

kk

Udostępnij wpis: